Arku. Byłem na Twojej WWW (lipin.art.pl). Strony bogatynia.dwr.pl i maszprawo.eu są OK, a te zapowiadane i obcojęzyczne (w młodości dane mi było posiąść tylko dwa obce języki - sorry i spasiba), a jest ich przecież kilka, muszą u mnie poczekać na czas i wenę. Nie od razu Wieżę Babel zbudowano. Zaledwie do nich zajrzę.
Z wycieczki do twojego buszu słów wróciłem kontent, jakby rzekł stary subiekt Rzecki do swojego pryncypała, co w poprzednim mailu wyraziłem zwięźle w informacji: "Gratuluję, acz mam uwagę: NIE OBNIŻAJ LOTÓW! JESTEŚ LEPSZY NIŻ NA TEJ STRONIE. SŁOWO!!!". Dzisiaj wyjaśnię ci co "autor tych słów miał na myśli", bo o to pytała was zwykle pani nauczycielka na lekcjach języka polskiego w szkole podstawowej. Przypomnę, że w kilka lat później, już w szkole zawodowej, bardziej mnie interesowało co wyście, nicponie, odczuwali i rozumieli z przeczytanego na lekcji utworu. Niektóre nasze dyskusje były interesujące, choć frapowały tylko kilku uczniów z Twojej klasy. Jedną z takich rozmów utrwaliłem w wierszu "MŁODA PRAWDA". Znajdziesz go na wspólnej nam stronie www.dziadolag.art.pl w zbiorku "Wspomnij wnuku". Tematem zajęć był wiersz "Ocalony" Tadeusza Różewicza. Pisemne wypowiedzi uczniów na jego temat przechowuję w książce poety jak relikwie.
Ad rem. W korespondencji do mnie wyraziłeś zaskoczenie moim zakłopotaniem wobec zbytniej frywolności wyrażanej w Twoich współczesnych wierszach i deliberacjach, choć wcale mi nie o to chodziło. Piszesz: "u mnie okres względnego spokoju, ale to jak zwykle przed burzą. zagęszcza się w temacie damsko-męskim". Mój miły. "Zagęszczenie" myśli erotycznych towarzyszy mężczyznom przez całe ich życie. Przeważnie jest ono skrywane, zwykle z wielu osobistych przyczyn. Świat dowiedział się o tym dopiero na przełomie XVIII/XIX wieków od dziadka Freuda i jego następców, speców od psychoanalizy i podświadomości. Nie sięgajmy jednak zbyt daleko. Zgadzam się z Tobą, że nie należy wstydzić się sexu, którego pełne są Twoje wiersze. Obscena w myśli, mowie i uczynku to narkotyk, różnie przeżywany przez jednostki tworzące wspólne nam stado ludzkie. To co widzimy i słyszymy "w tym temacie" mieści się w wachlarzu różnych norm obyczajowych, często sprzecznych ze sobą, a także różnie rozumianych w pojęciu przyzwoitości. Nie dziwię się więc wcale Twoim artystycznym wykrzykom zawartym w wersach i zwrotach poetyckich. Każdy ma prawo do swoistego rozumienia zjawiska łączenia się plemników z jajami w życiodajny zarodek. Znam człowieka, który w chwili uniesienia wydaje hiszpański okrzyk "o'le!", chociaż radość można wyrazić spokojniej i to w każdym języku, ty w swoich tekstach, a jeszcze bardziej wulgarnie ja, w dowcipach opowiadanych niekiedy przeze mnie. Prawdą jest, że wynikające z takich uzewnętrznień wstrząsy, dąsy i rechoty odbiorców powinny być podporządkowane panującym obyczajom. Można by o tym wiele bełkotać, dajmy sobie spokój.
Moja uwaga o twoim artystycznym "locie" w przestworzach poezji wcale nie ogranicza się do utworów prezentowanych na wymienionej wyżej stronie. Znam twoje wiersze wcześniejsze, te z lat szkolnych, i te późniejsze z wieczorówki. Bardzo mi się podobały. Uważam, że więcej w nich było żaru i młodzieńczego zaklęcia. W dzisiejszych tekstach brakuje mi tamtej prężnej, porywającej świeżości. Zbyt dużo w nich smętku i biadolenia. Odwołuję się więc do zmiażdżonej już u mnie pamięci. Oto obok monitora leży drukowany "Lexykon polskiej sztuki sakralnej" z roku szkolnego 1992/93, wydany przez Biuro Tworzeń Bzdurnych - Agencję Debilistyczną w Bogatyni. Jest co wspominać. W drukowanej na powielaczu książeczce znajduję utwory całej waszej paki natchnionych szajbusów, jakich zdołałeś skupić wokół siebie. Stanowiliście grupę dopiero wyłaniającą się spod asfaltu bogatyńskiego undergroundu! Ładnie to brzmiało. Pod swoimi wierszami podpisywali się: Bułek, Dactarin, Kwadrat, Picek, Sebastian, Stermol, Tkaczyk, "wiciu" i ty pod skrótem "ark". Miejscowa silna grupa pod wezwaniem. Wśród rozrzuconych na kartkach kilkudziesięciu wierszy znajduję twoje teksty:
Ulice dużych miast
Pełne są ludzi o zmienionych
Twarzach o zszarzałych jak
Stara tapeta minach
Pozbawieni są uśmiechu
Zabrano im humor (...)
albo:
Kapitalistyczne krwiożercze skurwysyny
Faraoni świata dwudziestego wieku
Wierni kapłani finansowej doktryny
Pogrążają Ziemię w śmiertelnym mroku (...)
Uff - jak gorąco. W wersach tych wyczuwam ciepło promieniujące z serca twórcy, ową pasję jaką wy młodzi wyrażaliście w swoich utworach. Ty i twoi raczkujący poeci. Ciekawe, co się z nimi stało? Zaczynaliście jak Zan, lecz romantycy dotrwali do końca ze swoimi ideałami, a tobie (wam) widzenie świata poszarzało po kilkunastu zaledwie latach. Wiem, wiem: nie te czasy, zmieniły się nastroje, młodzież ma dzisiaj inne cele. A przecież niedługo później, w roku 2000, w antologii "OBECNOŚĆ SŁOWEM ZNACZONA" wydanej przez Oficynę "OBRZEŻA" w Zgorzelcu, wśród kilkudziesięciu wierszy starszych od ciebie poetów znajduję pięć Twoich dość udanych utworów. W pierwszym sypiesz sobie na głowę kubeł popiołu jęcząc jak zraniony łosoś: "...wiersz mój // Plugawy, nędzny i mały // Wśród poprzedników wielkich // Błyszczących pięknem chwały // Jakże mu równać się przystoi // Gdy wokół tyle diamentowych słów...". Ciepła to pokora. Już zaraz następny wiersz głębiej wprowadza czytelnika w zakamarki twojej duszy [str.74]:
Napiszę ogłoszenie:
Oddam za darmo
Lub na nienawiść
Chętnie zamienię
Miłość dołączę do
Kompletu wierność
bezkresne oddanie
Dotychczasowa właścicielka
Porzuciła je
W całkiem dobrym stanie (...)
Tak oto z zebranych w worku słów wyszło szydło pełne nadzianych na nie kompleksików autora, jego niespełnień, żalu przeszłego i nadziei na jutrzejszą przygodę życia. Ale to już nie to, jak mawia babka do dziadka. Obydwa cytowane wiersze powtarzasz na WWW, więc tam odsyłam czytelników tego listu.
Następnym etapem rozwoju twojej twórczości były ziny, ulotne wydawnictwa młodych kontestatorów. Pamiętam te białe kartki zadrukowane czernią różnokształtnych liter i ekspresywne ich upstrzenia niewydarzonymi rysunkami. Niektóre z nich układały się w kąśliwe komiksy. Treści każdej takiej rysunkowej opowiastki przywalały miejscowym możnowładcom, albo komentowały znaczące wydarzenia spoza waszego zaszczanka. Wyobrażam sobie ów dreszczyk emocji w waszym gronie promienistych. W środku walnięcie adrenaliny, na zewnątrz bunt społeczny nie skażony politycznymi hasłami, bo przecież nie o władzę w mieścinie wam chodziło. Ale donoszę ci z rubieży, że podobne fermenty trwają i różnorakie veta wywołują dziś w Bogatyni organizatorzy aktualnych rozrób społecznych. Ty czmychnąłeś od nich z pogranicza do Wrocławia zabierając ze sobą marzenia o lepszej przyszłości. I oto spotykam cię po piętnastu latach w sieci internetowej, w której na kilku stronach utrwalasz ślady swojej twórczości, już nie próby. Godne to pochwały, lecz ocena ich musi być sroższa, stosowna do twojego wieku 30. lat. Mignęły ci one jak pociąg pospieszny z Drezna do Wrocławia, dzisiaj z dwiema przesiadkami po drodze. Kiedyś na tej trasie jeżdżono karetami Drogą Królewską obu saskich królów polskich Fryderyków Augustów. Gdzież nam teraz do ich pośpiechu!
Żarty na bok. Na ekranie znalazłem cycate hasło MAN//WOMAN i kilka reklam GOOGLE. Klikam obok nich w ikony kryjące nazwy ośmiu działów, a to carpe diem (co robić z resztą czasu?), a to sex udany (mówienie wulgarne albo śmiech?). Czytam, dumam, wątpię: "męskość zanika - piszesz - staje się zbędna" W miłości pozostanie "obrzędowość" w formie "rytuałów" - ganisz takich jak ja, podczas gdy ci do dzisiaj lubią takie ceremonie :-). Wśród różnych igraszek tekstowych znaleźć można na górze ekranu poza-autorskie, poważne reklamy na przykład: "Schudnij 8 kilogramów w 30 dni". To nie literatura; to komercyjny wymóg współczesności na linii nadawca - odbiorca i dopiero na drugim planie komunikacja autor - czytelnik. Urok współczesności.
Na dalszych stronach znalazłem twoje nowe skojarzenia, niektóre dorodne jak prawdziwki wybierane z runa po deszczowej nocy. Cieszą, choć i wśród nich zdarzają się robaczywe grzyby. Choćby takie mrugnięcie do krytycznych przyjaciół: "pisanie o sobie wcale nie jest pestką". Wszak pisanie o Tobie też. Warto więc byś zapamiętał słowa guślarza z II. części Dziadów A. Mickiewicza, który głosił:
"...zważcie u siebie,
Że według bożego rozkazu:
Kto nie doznał goryczy ni razu
Ten nie dozna słodyczy w niebie." Ot' co.
Dopiero w czwartym dziale księgi pt. NAPISANE odnalazłem zbiór wierszy Arkadiusza Lipina. Zawiera nowe i wcześniejsze jego utwory, te drugie smacznie podsmażone. Autor przywołuje je jako "tworzywo sztuczne // lekko zmieszane // [które] pękło po 2butelkach // rozlało się // po pośladkach..." i nadeszła nadzieje na spełnienie uciech. Pisze dalej, że zbyteczne już wtedy są życzenia od przyjaciółek, głupie ich uśmiechy i chyba tiu-tiu-tiu pocieszenia. Później autor miesza likier słodkich słów z gównem (dokładnie z kupą), bo podobno na takie zderzenia nastała moda. W obronie maniery przywołuje swojego idola Charlesa Bukowskiego [nieżyjącego już amerykańskiego pisarza]. Ja w jego wieku zachłystywałem się literaturą Jean P. Sartre, [też już nieżyjącego egzystencjalisty franc.], ale nie wyobrażałem sobie możliwości powtórzenia zachowań opisywanych przez niego w MURZE. Chowany od dziecka w tradycjach folkloru miejskiego pamiętam jedną z mądrości ludowych, której mnie uczono: zły to ptak, co własne gniazdo kala.
Wśród publikowanego zbioru znalazłem więcej naturalistycznych erotyków, wśród nich wiersze miłe i ohydne, zależne od huśtawki nocnych nastrojów twórcy. Spośród typowych wybieram przykład ze str. 18: "...wszystkie kobiety // małe i duże // włochate łaciate // pręgowane i skrzydlate // zapraszam do zabawy // na stojaka // na jeźdźca...". Gdzieś dalej jeszcze mocniejsze skojarzenia: "...a przez rajstopy // prześwieca kurwy twarz // kolczastym drutem // rzygam pragnienia..." I tak to mu życie przez palce przecieka. Przypadek sprawia, że na tej samej stronie, nieco wyżej, znajduje się gogloowska reklama POZYCJE MIŁOSNE. Życie samo.
Pośród niewinnych świntuszeń zdarzają się wersy bardziej przyziemne, jak ten: "...wstało słoneczko // a ty czekasz na siłę // która pozwoli ci żyć // zaspokoi głód // musisz wyzwolić ją sam". Słowa te są dowodem codziennej huśtawki uczuć autora, promykiem do normalności, ale jak je pogodzić z konkluzją zawartą w słowach: "...o kwiecie mój jedyny // o chwaście // z życia zrobilim // czarę uryny..." [str.3]. Albo z taką parodyjką modlitwy, która musiała być znaną w dzieciństwie autorowi: "aniele gminnej // straży mój // ty zawsze przy mnie stój // rano we dnie // i południe // zwłaszcza w nocy // gdy we dwoje // trzepie[-my] kocyk". Bełkocik ten został wymamrany pod dobrą datą 14 lipca. Albo innym razem: "...moja codzienna miłość do Ciebie // mieści się w mojej źrenicy i dłoni...". Większość zwrotów u Lipina kojarzy się z sexem, jak żołnierzowi w anegdocie wszystko z dupą. On to lubi: "... gesty i słowa // obwieszczone cyckami // i pod prysznicem // i na kolanach // jeden zwyczajny sex". To myślenie na pokaz, bo wewnątrz pulsuje drugie ja poety, które wydobywam z jego pomieszanych myśleń: "...wchodzisz // pokój nabiera treści // żyje // nie tylko wspomnieniem". Dlatego pragnę w całości zacytować ten wiersz Arkadiusza, najbardziej przekonywujący mnie co do jego poetyckiej natury [str.24]:

Nie sztuka szukać słonecznika w łanie zboża, sztuką jest go znaleźć, za co Arka cenię.
gdy wchodzisz, pokój nabiera treści
żyje, nie tylko wspomnieniem
znajduje sens jak świat po objawieniu dnia
wychodząc zostawiasz ciepło, ciszę i...
zapach - ulotną część Twego image
po wyjściu zapadam w Twoje miejsce
i wchłaniam Cię bez opamiętania
mam ochotę zeżreć gąbkę z łóżka
rozszarpać Cię i wpierdalać całymi kawałami
ochlapać białkiem ściany i zwymiotować na sufit
by był obrazem mojego wnętrza
a potem zniknąć i stać się obłokiem
przysłaniającym słońce nad Tobą
Po przeczytaniu tych słów odważam się nazwać Cię poetą. Może jeszcze niedoskonałym, ale już poetą. Znanym mi od wspólnych nam praszkolnych lat.
Mailem do Przyjaciela,
w 30-lecie jego urodzin!
LINKI SPONSOROWANE
fiat grande punto | przewierty | restauracje Kraków | busy Wrocław | kolej gondolowa